Dom
Nie jest tłem. Przechowuje ślady, których ludzie woleliby nie widzieć.
Masz epicką wyobraźnię, mógłby być z tego fajny serial. Trzymam kciuki, gratuluję.
Borys Lankoszreżyser, po lekturze maszynopisu
Dramat psychologiczny • saga rodzinna
Jesień 2005 roku. Katarzyna wraca z Australii do domu w Tarnicy — miejsca, które pamięta z dzieciństwa i do którego po śmierci ojca nie wracała przez wiele lat. Dom nie jest ruiną. Ktoś przez lata utrzymywał go w gotowości.
Odnajdywane fotografie, listy, wycinki i dokumenty uruchamiają historię kilku rodzin, których losy splotły II wojna światowa, działalność Armii Krajowej, pierwsze lata władzy ludowej, emigracja, schyłek PRL-u i czas transformacji. Każde pokolenie inaczej rozumie tytułową służbę — ojczyźnie, rodzinie, instytucji, pamięci albo własnemu sumieniu.
Nie jest tłem. Przechowuje ślady, których ludzie woleliby nie widzieć.
Przechodzi z pokolenia na pokolenie razem z lękiem, winą i niedopowiedzianą prawdą.
Może być obowiązkiem, wyborem, usprawiedliwieniem — albo wyrokiem dla najbliższych.
Historia rodziny wpisana w historię Polski
Fragment powieści
Pełna scena z ukończonego maszynopisu przed redakcją wydawniczą
Pobierz fragment PDF · A4W październiku 1974 roku w powietrzu było już widać nadchodzącą zimę — ostrą, wilgotną, taką, która wdziera się do płuc i zostaje w środku. Adam Leszczyński szedł wolno, ręce trzymając w kieszeniach płaszcza. Nie spieszył się. W takich sprawach nie wolno się spieszyć. Szybki krok zwraca uwagę.
Na skrzyżowaniu skręcił w wąską ulicę między starymi kamienicami. Od frontu — obdrapane tynki, zapach piwnic i mokrych liści. Od podwórza — pustka, kilka starych drzew, i ten jeden, nowy, pięciopiętrowy blok z wielkiej płyty. Wśród ludzi z resortu mówiło się, że to inwestycja „dla swoich”.
Przed wejściem czekał już na niego człowiek z wydziału kwaterunkowego, pan Głogowski. Człowiek bez wyrazu. Urzędnik, którego twarz zapominało się w sekundę po odejściu. Adam znał go od lat — czasem załatwiał sprawy szybciej niż pozwalały na to przepisy, czasem wolniej niż pozwalał zdrowy rozsądek.
— Klucze ma pan? — spytał Adam cicho.
— Mam. Ale... — Głogowski rozejrzał się — ...w papierach jeszcze figuruje stara lokatorka.
— Wyjechała?
— Do RFN. Od pół roku. Tylko oficjalnie jeszcze nie wykreślona.
Adam skinął głową. — To dobrze.
Mieszkanie było na drugim piętrze. Drzwi ciężkie, z okleiną, której kolor dawno stracił nazwę. Zamek skrzypnął, gdy Głogowski przekręcił klucz. W środku — chłód, echo pustki. Gołe ściany, szary parkiet, w kuchni stary zlew z odpryskami emalii. Okna wychodziły na wewnętrzne podwórze — idealne. Żadnego ruchu, żadnych gapiów.
Adam przeszedł przez wszystkie pokoje. W sypialni zatrzymał się przy oknie. Z tej wysokości widać było tylko ścianę sąsiedniego bloku i kawałek nieba. Bezpieczne miejsce. Bez historii. Bez sąsiadów, którzy patrzą zbyt uważnie.
— Podoba się? — spytał Głogowski.
— Nada się.
Formalności były kwestią czasu. Adam wiedział, że nie może pozwolić, by to mieszkanie poszło jako lokal resortowy — wtedy nigdy nie byłoby naprawdę jego. Musiał mieć je „na czysto”. Prywatne. Takie, którego adres nie widnieje w żadnej z teczek służbowych.
Tydzień później w urzędzie kwaterunkowym pojawił się dokument zamiany — fikcyjny. Na papierze wyglądało to tak, jakby Adam oddał niewielki lokal przy Ołbińskiej, a w zamian otrzymał ten. Fikcyjny poprzedni właściciel był figurantem — człowiekiem, który nigdy w nim nie zamieszkał, ale podpisał, co trzeba. Resztę załatwił wydział kadr w komendzie wojewódzkiej. Kilka pieczątek, dwa podpisy w spółdzielni mieszkaniowej. W ciągu miesiąca Adam miał dokument potwierdzający przydział — w trybie „pilnym”, z adnotacją: potrzeby kadrowe.
Maria o niczym nie wiedziała. W domu Leszczyńskich nie rozmawiało się o tym, co Adam robił „w pracy”. Nie było powodu. Nie było też pytania, na które chciałby odpowiadać.
W nowym mieszkaniu, na początku, pojawiał się rzadko. Trochę, żeby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Trochę, żeby poczuć, że ma przestrzeń, w której nie musi grać żadnej roli. Z czasem urządził jeden z pokoi. Biurko, szafa na dokumenty, zielona lampa. W rogu, pod ścianą, zostawił miejsce na coś większego — ciężkiego, stalowego. Wiedział, że prędzej czy później będzie tam stała szafa pancerna.
To mieszkanie było jego punktem bezpiecznym. Miejscem, w którym można było rozłożyć dokumenty na całą szerokość stołu i zostawić je na tydzień. Miejscem, w którym nikt nie zadawał pytań i nikt nie wchodził bez pukania.
Miejscem, które — gdy nadejdzie czas — miało stać się sercem jego własnej służby. Nie resortowej. Prywatnej.
Fragment audio • czyta autor
Zima. Gieras odjeżdża, a Anna po raz pierwszy zostaje sama w domu, który milczy — lecz nie jest obojętny.
Najlepiej słuchać w słuchawkach.
Dla wydawców i producentów
Ukończony maszynopis obejmuje prolog, 29 rozdziałów i epilog — ponad 80 tysięcy słów. Powieść łączy dramat psychologiczny z sagą rodzinną i tajemnicą historyczną. Jej wielopokoleniowa konstrukcja oraz wyraziste plany czasowe tworzą naturalny potencjał adaptacji serialowej.
Pobierz materiały o powieści PDF · 3 stronyPełny maszynopis udostępniam po bezpośrednim kontakcie.